Czuję jego łapę na mojej dłoni — i nagle orientuję się, że krew leci mu z pyska. Nie mogę się ruszyć z łóżka, gorączka mnie przygniata, a telefon leży za daleko. Na zewnątrz śnieg wali w okno, a bloki wokół są ciche, jakby nikt nie słyszał mojego wołania. Gdy Feler zaczyna charczeć, boję się, że nie doczekamy pomocy.
Mój świat runął po rozwodzie, a samotność z blokowiska w Gorzowie była dla mnie jak ciężar nie do udźwignięcia. Feler — kundel z przystanku autobusowego — pojawił się w moim życiu wtedy, gdy nie wierzyłam już w ludzi ani w siebie. Przez niego podjęłam decyzje, których nie cofnę: przeprowadziłam się, zerwałam z toksyczną relacją i zaczęłam walczyć o własne zdrowie.