Po co żyję, jeśli nie dla nich? Dramat Marii między oddaniem a utratą siebie
— Maria, gdzie są moje czyste koszule?! – głos mojego męża Jerzego rozbrzmiał echem w dusznym korytarzu staromodnego mieszkania na Pradze. Otwieram oczy, przeciągam zaspane ciało, pocieram dłonią czoło. Wczoraj zasypiałam po północy, składując pranie, które jeszcze nie zdążyło wyschnąć. W kuchni bębni Krzysiek – mój najstarszy, niezręcznie trzaska kubkiem, bo jak zwykle zbyt późno się obudził, a lata licealne to nie czas na kompromisy ze snem. Gdzieś w pokoju obok, dobiega mnie cichy szum radia, w którym moja matka Halina – osoba, dla której świat kończy się na tym, by wszystko było na czas i podane w odpowiedniej porcelanie – komentuje właśnie paskudne zachowanie sąsiadki z drugiego piętra.