Wpuściłam córkę i zięcia do mojego mieszkania, żeby stanęli na nogi. Skończyło się tak, że we własnym domu poczułam się jak darmowa gosposia
Pamiętam moment, kiedy stanęłam w swojej kuchni i usłyszałam, że mam ugotować obiad, jakbym była zatrudniona do obsługi własnej rodziny. Zgodziłam się, żeby córka z mężem zamieszkali ze mną, bo chciałam im pomóc odłożyć na wkład własny, ale z czasem zaczęłam tracić prywatność, siły i szacunek. Kiedy w końcu powiedziałam „dość”, wszystko pękło, a ja do dziś nie wiem, czy bardziej bolała mnie bezczelność zięcia, czy to, że córka tak długo tego nie widziała.