Po śmierci teściowej zostałam sama z trzema mężczyznami pod jednym dachem i wtedy zrozumiałam, że w tym domu byłam tylko do pracy
Stałam przy zlewie z mokrymi rękami, kiedy teść rzucił we mnie ścierką i powiedział, że od teraz to ja mam ogarniać cały dom, bo jego żony już nie ma. Myślałam, że po śmierci Krystyny będziemy się wspierać, ale zostałam sama z mężem, teściem i szwagrem, którzy zaczęli traktować mnie jak darmową gosposię. Dziś stoję przed pytaniem, czy walczyć o resztki małżeństwa i szacunku, czy odejść i zacząć wszystko od zera, nawet jeśli rozpęta to prawdziwą rodzinną wojnę.