Mój mąż zapomniał o nas dla rodziny swojego zmarłego brata. Czy jestem egoistką, że mam dość?

– Znowu wychodzisz? – zapytałam cicho, patrząc jak Michał nerwowo szuka kluczyków do samochodu. Była sobota, ósma rano. Nasza córka, Zosia, jeszcze spała, a syn, Kuba, siedział przy stole z miską płatków i udawał, że nie słyszy rozmowy.

Michał nawet na mnie nie spojrzał. – Muszę zawieźć Karolinę na badania. Chłopaki mają trening piłki, a ona nie da rady sama ich ogarnąć.

Karolina. Żona jego młodszego brata, Pawła. Pawła już nie było od czterech miesięcy. Zginął w wypadku samochodowym na trasie do Wrocławia. Od tamtej pory Michał był bardziej ojcem dla dzieci Pawła niż dla naszych własnych.

– Michał… – zaczęłam, ale głos mi zadrżał. – A my? Kiedy ostatnio byłeś z nami w kinie? Kiedy rozmawiałeś z Kubą o jego problemach w szkole? Zosia płacze co noc, bo tęskni za tobą.

W końcu spojrzał na mnie. W jego oczach widziałam zmęczenie i coś jeszcze – może żal? – Nie rozumiesz? Oni mnie potrzebują. Karolina jest sama, dzieci są rozbite. Paweł nie żyje, a ja… Ja muszę im pomóc.

– A my? – powtórzyłam szeptem.

Nie odpowiedział. Wyszedł, trzaskając drzwiami.

Zostałam w kuchni z uczuciem pustki. Kuba spojrzał na mnie spod grzywki.

– Mamo, czy tata nas już nie kocha?

Zabolało mnie to pytanie bardziej niż cokolwiek innego. Przytuliłam go mocno, choć sama miałam ochotę płakać.

Wieczorem zadzwoniła moja mama.

– Aniu, jak się trzymasz?

– Mamo, ja już nie wiem… Michał jest tylko u Karoliny. Przynosi im zakupy, naprawia kran, odbiera dzieci ze szkoły. Nasze dzieci ledwo go widzą.

– On cierpi po bracie. Ale ty też masz prawo do swojego bólu. Nie możesz być zawsze na drugim miejscu.

Westchnęłam ciężko. Wiedziałam, że mama ma rację, ale czułam się winna za każdą złą myśl o Karolinie i jej dzieciach.

Następnego dnia postanowiłam porozmawiać z Michałem poważnie. Czekałam na niego do późna. Wszedł po dwudziestej trzeciej, zmęczony i rozdrażniony.

– Musimy pogadać – powiedziałam stanowczo.

Usiadł naprzeciwko mnie przy stole. Przez chwilę milczeliśmy.

– Michał, ja rozumiem twój ból. Rozumiem, że chcesz pomóc Karolinie i dzieciom Pawła. Ale my też cię potrzebujemy. Ja już nie daję rady sama wszystkiego ogarniać. Dzieci tęsknią za tobą. Ja tęsknię.

Patrzył w blat stołu.

– Nie mogę ich zostawić samych – powiedział cicho. – Paweł był moim bratem…

– A ja jestem twoją żoną! Kuba i Zosia to twoje dzieci! Czy naprawdę musisz wybierać?

Wtedy wybuchł:

– Nie rozumiesz! Gdybyś widziała Karolinę… Ona ledwo wstaje z łóżka! Chłopaki pytają o ojca! Ja… Ja nie mogę być wszędzie naraz!

Łzy napłynęły mi do oczu.

– Ale jesteś tylko tam…

Wstałam i wyszłam do sypialni, zostawiając go samego z jego poczuciem winy i moją samotnością.

Przez kolejne tygodnie nic się nie zmieniało. Michał coraz częściej nocował u Karoliny „bo dzieci miały gorączkę”, „bo Karolina się rozchorowała”, „bo trzeba było naprawić piec”. Nasz dom stawał się coraz bardziej pusty.

Zosia zaczęła moczyć się w nocy. Kuba zamknął się w sobie i przestał chodzić na treningi piłki nożnej, które kiedyś tak kochał.

Pewnego dnia odebrałam telefon od wychowawczyni Kuby:

– Pani Aniu, Kuba jest ostatnio bardzo smutny i wycofany. Czy wszystko w domu w porządku?

Poczułam wstyd i bezsilność.

Wieczorem spróbowałam jeszcze raz porozmawiać z Michałem:

– Michał, nasze dzieci cierpią. Ja cierpię. Jeśli tak dalej pójdzie… nie wiem, czy dam radę to ciągnąć.

Spojrzał na mnie z bólem.

– Myślisz, że mi jest łatwo? Każdego dnia czuję się rozdarty! Paweł był moim jedynym bratem…

– A ja jestem twoją jedyną żoną – przerwałam mu cicho.

Zamilkliśmy oboje.

Kilka dni później zobaczyłam wiadomość od Karoliny na telefonie Michała:

„Dziękuję ci za wszystko. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.”

Serce mi stanęło. Czy to już coś więcej niż pomoc? Czy powinnam być zazdrosna? Czy to ja jestem egoistką?

Wieczorem zebrałam się na odwagę:

– Michał… czy ty jeszcze mnie kochasz?

Spojrzał na mnie długo i ciężko westchnął.

– Aniu… Ja sam już nie wiem, kim jestem bez Pawła. Wszystko się rozsypało.

Przytuliłam go pierwszy raz od miesięcy i oboje płakaliśmy po cichu.

Nie wiem, co będzie dalej. Może powinniśmy pójść na terapię? Może powinnam dać mu czas? A może powinnam zawalczyć o siebie i dzieci?

Czy można wymagać od kogoś żałoby „na pół etatu”? Czy mam prawo być zazdrosna o rodzinę Pawła?

Czasem patrzę w lustro i pytam siebie: czy jestem złą żoną, skoro chcę odzyskać swojego męża tylko dla nas? Co wy byście zrobili na moim miejscu?