Stałam pod drzwiami własnego syna z torbą pierogów i poczułam, że już nie mam tam miejsca
Stałam na klatce schodowej z jeszcze ciepłym obiadem dla syna i wnuczki, kiedy zrozumiałam, że ktoś od miesięcy powoli wymazuje mnie z ich życia. Próbowałam być dobrą matką i babcią, pomagać, nie wtrącać się, być obok wtedy, gdy mnie potrzebują, ale każda moja próba kończyła się chłodem, wymówką albo milczeniem. Najbardziej boli mnie nie to, co robi synowa, tylko to, że mój syn patrzy na to wszystko i nic z tym nie robi.