Kiedy kazano mi przepraszać za cudzy błąd, spakowałam walizkę i wyszłam z mieszkania teściowej
Stałam w kuchni, kiedy teściowa z czerwoną, spuchniętą twarzą krzyczała, że to przeze mnie wygląda jak potwór, choć sama sięgnęła po krem, przed którym ją ostrzegałam. Najbardziej zabolało mnie nie jej oskarżenie, tylko to, że mój mąż, zamiast stanąć po mojej stronie, poprosił mnie o przeprosiny dla świętego spokoju. Tamtego dnia zrozumiałam, że jeśli nie wyjdę z tego mieszkania, to stracę nie tylko godność, ale i samą siebie.