Na naszym weselu stanęli ludzie z noclegowni, a ja zrozumiałam, że to, co robiłam po cichu przez lata, miało sens

Do dziś pamiętam moment, kiedy w sali weselnej zobaczyłam twarze, których nikt się tam nie spodziewał. Przez lata pomagałam bezdomnemu mężczyźnie mimo awantur z mamą, szeptów sąsiadów i pytań, czy nie zwariowałam. Gdy jego znajomi przynieśli mi po jego śmierci ostatni list, pękło we mnie coś ciężkiego i już wiedziałam, że nie przestanę pomagać.