Mój mąż kazał nam żyć na ryżu i ziemniakach po tym, jak stracił pracę. Najgorsze nie były jednak puste konto, tylko to, jak milczenie prawie zniszczyło naszą rodzinę

Siedziałam przy kuchennym stole i patrzyłam, jak mój mąż wykreśla z listy zakupów jogurty, owoce i mięso, jakby chciał wymazać nasze normalne życie jednym długopisem. Bałam się nie tylko o pieniądze, ale o dzieci, ich zdrowie i o to, że w naszym domu zamiast rozmowy pojawił się chłód, którego wcześniej nie znałam. Dopiero kiedy przestaliśmy udawać, że damy radę osobno, usłyszeliśmy nawzajem swoje lęki i zaczęliśmy ratować nie tylko budżet, ale też siebie.