Wpuściłam syna, synową i wnuczkę do mojego małego mieszkania. Chciałam ich uratować, a dziś nie wiem, gdzie w tym wszystkim jestem ja

Pamiętam dzień, kiedy stanęłam w drzwiach i powiedziałam synowi, żeby zabrał żonę i dziecko do mnie, bo dłużej nie mogłam patrzeć, jak żyją w ciągłych awanturach u teściów. Na początku czułam ulgę, bo wreszcie w domu mojej wnuczki zapanował spokój, ale z czasem zobaczyłam, że za ten spokój płacę własną ciszą, prywatnością i resztką sił. Dziś zadaję sobie pytanie, czy pomagając najbliższym, naprawdę trzeba oddać im całe swoje życie.