Policjanci zakuli mnie w kajdanki po wyroku dla syna najbogatszego człowieka w powiecie. Najgorsze zaczęło się później
Usłyszałam szczęk kajdanek na własnych nadgarstkach kilka dni po tym, jak skazałam syna wpływowego przedsiębiorcy. Przez chwilę myślałam, że ktoś robi sobie ze mnie okrutny żart, ale kamery telefonów i szydercze spojrzenia ludzi szybko odebrały mi złudzenia. Dziś nadal wchodzę na salę rozpraw, choć każdego ranka sprawdzam, czy ktoś nie stoi pod moim domem.