Nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorszy, jeśli sam na to nie pozwolisz – historia Magdy z Poznania
– Magda, czy ty naprawdę musisz znowu się tak ubierać? – głos mamy przeszył ciszę kuchni jak nóż. Stałam przy zlewie, zmywając talerze po śniadaniu, kiedy usłyszałam te słowa. Zamarłam, czując znajome ukłucie w żołądku. Miałam na sobie zwykły sweter i dżinsy, ale dla niej zawsze było coś nie tak. – Przecież idziesz do pracy, a wyglądasz, jakbyś szła na spacer z psem – dodała, nie patrząc mi w oczy.
Od dziecka czułam, że nie spełniam oczekiwań. Mama była nauczycielką matematyki, wymagającą, surową, zawsze perfekcyjną. Ojciec – cichy, wycofany, nigdy nie stawał po mojej stronie. Moje dzieciństwo upłynęło pod znakiem porównań: do kuzynki Kasi, która miała same piątki, do sąsiadki Oli, która grała na pianinie i chodziła na balet. Ja byłam „tą przeciętną”.
W szkole podstawowej nauczycielka polskiego powiedziała kiedyś przy całej klasie: – Magda, ty nigdy nie będziesz pisać dobrze wypracowań, nie masz do tego głowy. Wtedy po raz pierwszy poczułam, jak bardzo boli cudza opinia. Wróciłam do domu i płakałam w poduszkę, a mama tylko wzruszyła ramionami: – Trzeba się bardziej starać.
Lata mijały, a ja coraz bardziej zamykałam się w sobie. W liceum zakochałam się w Tomku, chłopaku z klasy wyżej. Był przystojny, pewny siebie, wszyscy go lubili. Przez kilka miesięcy żyłam w iluzji, że jestem dla kogoś ważna. Kiedy jednak dowiedział się, że nie dostałam się do olimpiady z biologii, powiedział: – Wiesz, Magda, chyba nie pasujemy do siebie. Potrzebuję kogoś bardziej ambitnego. To był cios, po którym długo nie mogłam się pozbierać.
Na studiach w Poznaniu próbowałam zacząć od nowa. Wynajęłam pokój w starej kamienicy na Jeżycach, poznałam nowych ludzi. Ale stare schematy wracały. Koleżanki z roku były przebojowe, pewne siebie, a ja czułam się jak szara myszka. – Magda, czemu się nie odzywasz? – pytała Ania podczas spotkań. – Masz coś ciekawego do powiedzenia, tylko musisz się otworzyć! – zachęcała, ale ja nie potrafiłam. W głowie wciąż słyszałam głos mamy: „Nie wychylaj się, nie rób z siebie pośmiewiska”.
Po studiach wróciłam do rodzinnego domu. Praca w urzędzie była nudna, ale stabilna. Każdy dzień wyglądał tak samo: śniadanie, praca, powrót do domu, kolacja z rodzicami. Mama wciąż komentowała wszystko, co robiłam. – Magda, kiedy w końcu znajdziesz sobie porządnego chłopaka? – pytała niemal codziennie. – Masz już trzydzieści lat, a zachowujesz się jak dziecko. – Próbowałam tłumaczyć, że nie każdy musi mieć rodzinę w tym wieku, ale ona nie słuchała.
Pewnego dnia, po szczególnie trudnej rozmowie, wybiegłam z domu i poszłam na spacer po Cytadeli. Siedziałam na ławce, patrząc na ludzi biegających z psami, matki z dziećmi, zakochane pary. Poczułam się kompletnie niewidzialna. Wtedy zadzwoniła do mnie Ania. – Magda, co się dzieje? Słyszę, że płaczesz. – Wyrzuciłam z siebie wszystko: żal do mamy, poczucie bycia gorszą, strach przed przyszłością. – Wiesz co? – powiedziała Ania po chwili ciszy. – Przypomniał mi się cytat Eleanor Roosevelt: „Nikt nie może sprawić, że poczujesz się gorszy, jeśli sama na to nie pozwolisz”.
Te słowa uderzyły mnie jak grom. Czy to możliwe, że przez całe życie pozwalałam innym decydować o mojej wartości? Że oddałam im władzę nad swoim samopoczuciem? Przez kilka dni nie mogłam przestać o tym myśleć. Zaczęłam czytać o asertywności, o budowaniu poczucia własnej wartości. Znalazłam w internecie grupę wsparcia dla kobiet, które zmagają się z niską samooceną. Na pierwszym spotkaniu online usłyszałam historie podobne do mojej. Poczułam, że nie jestem sama.
Zaczęłam powoli wprowadzać zmiany. Kiedy mama po raz kolejny skrytykowała mój wygląd, odpowiedziałam spokojnie: – Mamo, to moje życie i mój wybór. Nie musisz tego rozumieć, ale proszę, uszanuj to. Była zaskoczona, nawet trochę zraniona, ale nie powiedziała już nic. Ojciec spojrzał na mnie z uznaniem, pierwszy raz od lat.
W pracy zgłosiłam się do poprowadzenia projektu, choć bałam się jak nigdy. – Magda, dasz radę! – powiedziała koleżanka z biura. – Masz świetne pomysły, tylko musisz w siebie uwierzyć. Projekt zakończył się sukcesem, a szef pochwalił mnie na zebraniu. Po raz pierwszy poczułam dumę z siebie.
Relacje z mamą wciąż były trudne. Często się kłóciłyśmy, czasem płakałam po nocach. Ale już nie pozwalałam, by jej słowa raniły mnie tak jak dawniej. Zrozumiałam, że jej krytyka wynika z jej własnych lęków i niespełnionych ambicji. Przestałam brać wszystko do siebie.
Pewnego wieczoru, siedząc z rodzicami przy kolacji, mama powiedziała: – Magda, widzę, że się zmieniłaś. Jesteś bardziej pewna siebie. – Uśmiechnęłam się tylko, nie komentując. Wiedziałam, że to dopiero początek mojej drogi.
Dziś, kiedy patrzę w lustro, widzę kobietę, która przeszła długą drogę. Wciąż zdarzają się dni, kiedy czuję się gorsza, kiedy wracają stare lęki. Ale już wiem, że to ja decyduję, czy pozwolę innym wpływać na moje poczucie własnej wartości. To ja wybieram, czy ich słowa mnie zranią.
Czasem zastanawiam się: ile jeszcze kobiet w Polsce żyje w cieniu cudzych oczekiwań? Ile z nas pozwala, by cudze słowa definiowały naszą wartość? Może najwyższy czas, byśmy same zaczęły pisać własną historię? Co o tym myślicie?