Wahałam się powiedzieć „nie”, gdy kuzynka pożyczyła moją ulubioną książkę: Jak ją odzyskałam

— Ola, mogę pożyczyć tę książkę? — zapytała Wiktoria, ledwo odrywając wzrok od „Cienia wiatru”, który trzymałam na kolanach. Siedziałyśmy przy stole w salonie babci, gdzie gwar rozmów i zapach pierogów mieszały się z cichym brzękiem filiżanek. Wiktoria, córka siostry mojej babci, była dla mnie niemal obcą osobą. Widziałam ją może trzy razy w życiu, zawsze podczas świąt, kiedy wymienialiśmy uprzejmości i znikaliśmy w tłumie krewnych. Teraz jednak patrzyła na mnie z takim entuzjazmem, że nie potrafiłam odmówić.

— Jasne, nie ma sprawy — odpowiedziałam, choć w środku aż mnie ścisnęło. To była moja ulubiona książka, prezent od mamy na osiemnaste urodziny, z dedykacją na pierwszej stronie. Przeczytałam ją już cztery razy, znałam na pamięć każdy fragment, a mimo to nie potrafiłam powiedzieć „nie”.

Wiktoria uśmiechnęła się szeroko, jakby właśnie wygrała los na loterii. — Oddam za tydzień, obiecuję! — rzuciła, chowając książkę do swojej torby. Patrzyłam, jak odchodzi do drugiego pokoju, a w mojej głowie zaczęły kłębić się myśli. Czy powinnam była być bardziej stanowcza? Czy nie przesadzam, skoro to tylko książka?

Przez kolejne dni nie mogłam przestać o tym myśleć. Każdego wieczoru, kiedy siadałam w swoim pokoju, czułam pustkę na półce. Próbowałam czytać inne powieści, ale żadna nie dawała mi takiego ukojenia. W dodatku zaczęłam się martwić, czy Wiktoria naprawdę odda mi książkę. Przecież ledwo ją znałam. Co, jeśli zapomni? Albo zgubi? Albo, co gorsza, odda komuś innemu?

Minął tydzień, potem dwa. Wiktoria nie dzwoniła, nie pisała. W końcu zebrałam się na odwagę i napisałam do niej wiadomość na Messengerze: „Hej, mam nadzieję, że książka się podoba! Daj znać, kiedy będziesz mogła ją oddać :)”. Odpowiedziała dopiero po dwóch dniach: „Hej, jasne! Jeszcze jej nie skończyłam, ale jak tylko przeczytam, dam znać”.

Zacisnęłam zęby. Przecież nie mogłam jej poganiać, prawda? Próbowałam się uspokoić, ale z każdym dniem czułam coraz większy niepokój. Mama zauważyła, że jestem rozkojarzona. — Co się dzieje, Olu? — zapytała pewnego wieczoru, kiedy siedziałyśmy razem w kuchni.

— Pożyczyłam Wiktorii moją książkę i nie wiem, jak ją odzyskać — wyznałam, spuszczając wzrok. Mama uśmiechnęła się smutno.

— Musisz nauczyć się mówić „nie” i walczyć o swoje. To nie jest tylko książka, to twoje granice.

Te słowa długo dźwięczały mi w głowie. Zaczęłam analizować swoje relacje z rodziną. Zawsze byłam tą „grzeczną”, która nie robi problemów, nie odmawia, nie prosi o swoje. Czy naprawdę tak trudno jest zawalczyć o coś, co dla mnie ważne?

Minął miesiąc. Wiktoria nie dawała znaku życia. W końcu, podczas rodzinnego obiadu u babci, zobaczyłam ją ponownie. Siedziała przy stole, śmiała się z kuzynami, jakby nic się nie stało. Zebrałam się na odwagę i podeszłam do niej.

— Cześć, Wiktoria. Masz może moją książkę? — zapytałam cicho, ale stanowczo.

Spojrzała na mnie zaskoczona, jakby zupełnie zapomniała o całej sprawie. — Ojej, przepraszam! Zupełnie wyleciało mi z głowy. Mam ją w domu, mogę ci ją przynieść jutro albo wysłać pocztą.

— Wolałabym, żebyś przyniosła ją osobiście — odpowiedziałam, czując, jak serce wali mi w piersi.

— Jasne, nie ma sprawy — powiedziała, ale w jej głosie wyczułam lekkie zniecierpliwienie. Przez resztę obiadu unikała mojego wzroku.

Wieczorem dostałam od niej wiadomość: „Przepraszam, że tak długo, naprawdę nie chciałam sprawić ci przykrości. Przyniosę książkę w tym tygodniu”.

Czekałam jeszcze kilka dni. W końcu, w piątek wieczorem, Wiktoria pojawiła się pod moimi drzwiami. Oddała mi książkę, trochę zniszczoną, z zagiętymi rogami i plamą po kawie na okładce. Patrzyłam na nią, czując gniew i rozczarowanie.

— Przepraszam, nie zauważyłam tej plamy — powiedziała, patrząc na swoje buty. — Jeśli chcesz, mogę ci odkupić nowy egzemplarz.

— To nie o to chodzi — odpowiedziałam, głos mi się łamał. — To była dla mnie ważna książka. Prezent od mamy. Chciałam tylko, żebyś o nią zadbała.

Wiktoria wzruszyła ramionami. — Przepraszam, naprawdę. Nie wiedziałam, że to aż tak ważne.

Zamknęłam drzwi i usiadłam na łóżku, trzymając książkę w rękach. Była już inna, nie tylko przez plamę, ale przez całą tę historię. Poczułam, że coś się we mnie zmieniło. Zrozumiałam, że czasem trzeba walczyć o swoje, nawet jeśli to „tylko” książka. Że moje granice są ważne, nawet jeśli inni tego nie rozumieją.

Od tamtej pory staram się być bardziej asertywna. Nie zawsze mi wychodzi, ale wiem, że warto próbować. Bo jeśli ja nie zawalczę o siebie, to kto to zrobi?

Czy wy też mieliście kiedyś problem z powiedzeniem „nie” komuś bliskiemu? Jak sobie z tym poradziliście? Czekam na wasze historie.