Nowa koleżanka z pracy przekroczyła granicę – co zrobić, gdy praca miesza się z życiem prywatnym?
– Słuchaj, Aniu, a Ty to chyba masz bardzo ciekawe życie poza pracą, co? – usłyszałam nagle zza pleców, kiedy nalewałam sobie kawę w kuchni biurowej. Zaskoczona odwróciłam się i zobaczyłam Martę – nową koleżankę z działu marketingu, która dołączyła do nas ledwie dwa tygodnie temu.
Nie zdążyłam jeszcze odpowiedzieć, a ona już kontynuowała: – Widziałam na Facebooku Twoje zdjęcia z gór, te z zeszłego weekendu. Super sprawa! A tak w ogóle… masz chłopaka? Bo wyglądasz na bardzo niezależną kobietę.
Zamurowało mnie. Z jednej strony wiedziałam, że w dzisiejszych czasach media społecznościowe są otwarte dla wszystkich, ale z drugiej – poczułam się nieswojo. Przecież nie rozmawiałyśmy jeszcze nawet o pogodzie, a ona już zagląda w moje życie prywatne. Uśmiechnęłam się więc sztucznie i odpowiedziałam wymijająco:
– Lubię góry i podróże, to prawda. A co do reszty… wolę zachować trochę tajemnicy.
Marta roześmiała się głośno, jakbyśmy były starymi przyjaciółkami. – No jasne! Ale może dasz się namówić na kawę po pracy? Chciałabym Cię lepiej poznać. Wiesz, ja też nie jestem stąd i trochę mi brakuje bratniej duszy.
Przez cały dzień nie mogłam przestać o tym myśleć. Z jednej strony czułam się winna – przecież Marta była nowa, może po prostu szukała kontaktu. Z drugiej jednak… coś mi nie pasowało w jej nachalności. Przypomniałam sobie rozmowy z koleżankami z innych firm o tym, jak trudno jest wyznaczać granice w pracy, zwłaszcza gdy ktoś nowy próbuje się zaprzyjaźnić na siłę.
Wieczorem zadzwoniłam do mojej siostry, Kasi.
– Kasia, co byś zrobiła na moim miejscu? – zapytałam bez zbędnych wstępów.
– Anka, jeśli czujesz się nieswojo, to nie musisz się tłumaczyć. Możesz być miła, ale stanowcza. Powiedz jej, że cenisz sobie prywatność i tyle – poradziła spokojnie.
Następnego dnia Marta znów zaczepiła mnie przy drukarce.
– No to jak, Aniu? Idziemy dziś na tę kawę?
Wzięłam głęboki oddech.
– Wiesz co, Marta… bardzo mi miło, ale mam dziś plany po pracy. I tak szczerze mówiąc… wolę oddzielać życie zawodowe od prywatnego. Mam nadzieję, że to rozumiesz.
Na jej twarzy pojawił się cień rozczarowania.
– Jasne… Rozumiem – odpowiedziała cicho i szybko odeszła.
Przez resztę dnia czułam się winna. Czy byłam zbyt ostra? Może powinnam była dać jej szansę? Ale przecież miałam prawo do własnych granic!
Kilka dni później zauważyłam, że Marta zaczęła unikać mojego wzroku. Przestała zagadywać mnie na korytarzu i nawet na zebraniach była bardziej powściągliwa. W biurze zaczęły krążyć plotki: „Anka chyba nie lubi Marty”, „Może coś się stało?”.
Zaczęłam mieć wyrzuty sumienia. Przecież nie chciałam jej zranić ani wykluczyć z zespołu. Po pracy poszłam do naszej szefowej, pani Ewy.
– Pani Ewo… czy mogłabym z Panią porozmawiać?
Szefowa spojrzała na mnie uważnie.
– Oczywiście, Aniu. Co się stało?
Opowiedziałam jej o sytuacji z Martą – o jej pytaniach, zaproszeniu na kawę i mojej odpowiedzi.
Pani Ewa westchnęła.
– To bardzo delikatna sprawa. Każdy ma inne granice i trzeba je szanować. Ale pamiętaj też, że nowym osobom jest trudno się odnaleźć. Może spróbujcie znaleźć wspólny grunt w pracy? Może jakiś projekt razem?
Wróciłam do domu jeszcze bardziej skołowana. Z jednej strony chciałam być asertywna i dbać o siebie, z drugiej – nie chciałam być postrzegana jako osoba zamknięta czy nieprzyjazna.
Następnego dnia podeszłam do Marty podczas przerwy na lunch.
– Marta… przepraszam, jeśli poczułaś się odrzucona. Po prostu potrzebuję trochę czasu, żeby kogoś lepiej poznać. Może spróbujemy razem popracować nad tym nowym projektem dla klienta?
Marta uśmiechnęła się nieśmiało.
– Jasne… Dziękuję, że to powiedziałaś. Też nie chciałam być nachalna.
Od tego momentu nasza relacja zaczęła się układać lepiej – trzymałyśmy się głównie tematów zawodowych, ale powoli budowało się między nami zaufanie. Z czasem okazało się, że Marta naprawdę jest fajną osobą – po prostu bardzo potrzebowała wsparcia na początku nowej pracy.
Dziś wiem jedno: wyznaczanie granic to nie egoizm, tylko troska o siebie i innych. Ale czy zawsze da się znaleźć złoty środek między asertywnością a otwartością? Czy można być jednocześnie serdecznym i stanowczym? Ciekawa jestem Waszych doświadczeń…