Zamknięci na klatce — jak adoptowany kundel rozbił ciszę po rozwodzie
Nigdy nie zapomnę dźwięku pazurów Saby na klatce schodowej, gdy widziałam jej łapy we krwi. Miała być tylko chwilowym gościem, ale jej obecność zmusiła mnie do decyzji, których nie planowałam: przeprowadzki, konfrontacji z sąsiadką i ostatecznego upadku starego porządku. To była droga przez samotność, frustrację, ale i – nieoczekiwanie – przebudzenie do życia, które nie boli już tak bardzo.