Zgubiłam pamiętnik, a moje sekrety stały się bronią przeciwko mnie. Czy można jeszcze zaufać komukolwiek?

— To niemożliwe… — szeptałam, patrząc na ekran telefonu, gdzie na anonimowym blogu pojawił się fragment mojego pamiętnika. Słowa, które napisałam tylko dla siebie, teraz czytała cała szkoła. „Czasem mam wrażenie, że mama mnie nie kocha. Że jestem dla niej tylko ciężarem.” Gdyby nie drżące ręce, rzuciłabym telefonem o ścianę.

Wbiegłam do kuchni, gdzie mama właśnie kroiła warzywa na zupę. — Mamo… — zaczęłam, ale głos mi się załamał. Spojrzała na mnie z niepokojem.

— Co się stało, Zosiu?

Nie mogłam jej powiedzieć. Jak miałabym wyjaśnić, że ktoś wykradł moje myśli i uczucia, i teraz wystawia je na pośmiewisko? Wybiegłam z domu, zostawiając za sobą jej pytające spojrzenie.

Pamiętnik zniknął kilka dni wcześniej. Szukałam go wszędzie: pod łóżkiem, w szafie, nawet w piwnicy. Byłam pewna, że zostawiłam go w plecaku po lekcjach w liceum im. Marii Skłodowskiej-Curie. Może wypadł na korytarzu? Może ktoś go znalazł i oddał do sekretariatu? Ale nie… Nikt nic nie widział.

Teraz już wiedziałam: ktoś go znalazł i postanowił mnie zniszczyć.

W szkole czułam na sobie spojrzenia. Szeptali za moimi plecami:

— To o niej jest ten blog?
— Widziałeś, co napisała o swojej przyjaciółce?

Przyjaciółka. Marta. Najlepsza od podstawówki. W pamiętniku pisałam o niej wszystko: o tym, jak czasem mnie irytuje, jak zazdroszczę jej odwagi i urody, jak boję się, że kiedyś mnie zostawi. Teraz ona też to przeczytała.

Podbiegła do mnie na przerwie.

— Zosia, to prawda? Naprawdę tak o mnie myślisz?

— Marta… Ja… To były tylko myśli… Nigdy nie chciałam cię zranić…

— Ale zraniłaś! — krzyknęła i odwróciła się na pięcie.

Czułam się naga. Bezbronna. Każdy kolejny wpis na blogu był jak cios w brzuch. Ktoś publikował nie tylko moje lęki i żale, ale też najbardziej intymne wyznania: o pierwszej miłości do nauczyciela polskiego, o kłótniach rodziców za zamkniętymi drzwiami, o tym, że czasem chciałam po prostu zniknąć.

W domu atmosfera gęstniała z dnia na dzień. Mama zaczęła zadawać pytania:

— Zosiu, czy coś się stało? Dlaczego Marta już do nas nie przychodzi?

Ojciec milczał, ale widziałam jego spojrzenie – pełne rozczarowania i zawodu.

Wieczorem usiadłam na łóżku i rozpłakałam się w poduszkę. Wtedy usłyszałam cichy dźwięk powiadomienia. Nowy wpis.

„Czasem myślę, że gdyby mnie nie było, rodzice byliby szczęśliwsi.”

To już nie był tylko wstyd. To był strach. Bałam się wyjść z domu. Bałam się spojrzeć komukolwiek w oczy.

Następnego dnia w szkole podeszła do mnie nauczycielka biologii, pani Kowalska.

— Zosiu, wiem, że przeżywasz trudny czas. Jeśli chcesz porozmawiać…

Pokręciłam głową. Nie chciałam litości.

Po lekcjach czekała na mnie Marta.

— Musimy pogadać — powiedziała chłodno.
Usiadłyśmy na ławce pod szkołą.
— Wiem, że to twój pamiętnik. Ale kto to robi?
— Nie wiem… — szepnęłam. — Przysięgam, nie mam pojęcia.
— Myślisz, że to ktoś z klasy?
— Może…

Przez chwilę milczałyśmy.
— Wiesz co? — powiedziała nagle Marta. — Pomogę ci to znaleźć. Bo choć jestem wściekła, to nikt nie zasługuje na coś takiego.

To była pierwsza iskierka nadziei od tygodni.

Razem zaczęłyśmy analizować wpisy: godziny publikacji, styl pisania komentarzy pod postami. Podejrzenia padały na różnych ludzi: Paulinę z równoległej klasy (zazdrościła mi ocen), Kubę (kiedyś się pokłóciliśmy), a nawet mojego młodszego brata Antka (czasem zaglądał do mojego pokoju bez pukania).

Pewnego wieczoru podsłuchałam rozmowę rodziców:
— Może powinniśmy pójść z Zosią do psychologa?
— A może po prostu przestanie pisać te bzdury?
Zacisnęłam pięści. Oni nic nie rozumieli.

W końcu Marta znalazła trop: jeden z komentarzy był napisany z konta, które kiedyś należało do naszej wspólnej znajomej – Julki. Julka była zawsze trochę na uboczu, cicha, ale ostatnio wydawała się dziwnie zainteresowana moim życiem.

Zebrałyśmy się na odwagę i poszłyśmy do niej do domu.
Julka otworzyła drzwi i spojrzała na nas zaskoczona.
— O co chodzi?
Marta nie owijała w bawełnę:
— Julka, wiemy, że to ty publikujesz pamiętnik Zosi.
Julka pobladła.
— Skąd wiecie?
— Zostawiłaś ślad w komentarzach — powiedziałam cicho.
Julka zaczęła płakać.
— Przepraszam… Ja… Byłam zazdrosna… Wy zawsze razem… A ja czułam się niewidzialna… Chciałam tylko… żebyście poczuły to samo co ja…
Patrzyłyśmy na nią w milczeniu. Nie wiedziałam, czy bardziej czuję ulgę czy gniew.

Julka obiecała usunąć bloga i przeprosić wszystkich, których skrzywdziła. Ale szkody już zostały wyrządzone.

Wróciłam do domu i długo patrzyłam w lustro. Czy naprawdę jestem taka słaba? Czy powinnam przestać ufać ludziom? Czy można jeszcze komukolwiek powierzyć swoje sekrety?

Może każdy z nas nosi w sobie pamiętnik – tylko nie każdy ma odwagę go pokazać? Czy wy bylibyście gotowi podzielić się swoimi najskrytszymi myślami ze światem?